Marzenka i Wojtek Podmaniccy

3 lutego 2020
Kategoria: Rodzina SRR
Autor: Piotr Cukrowski

"W pojedynkę jesteśmy kroplą. Razem tworzymy ocean"
Ryunosuke Satoro

Bieganie jest obojętne tylko dla ludzi, którzy tego nie spróbowali. Każdy ma swoją historię. Każdego motywuje coś innego. W myśl idei “Różni ludzie, jedna pasja” powstał projekt o nazwie Rodzina SRR. Jest to seria wywiadów z biegaczami, dzięki której poznamy i zrozumiemy lepiej naszą biegową brać.

Od biegaczy dla biegaczy

“Bardzo mocno kibicuję każdemu kto biega. Szczególnie tym co dopiero zaczynają ponieważ pamiętam ile mnie kosztowały moje początki.”

O swojej historii oraz o tym co daje im bieganie opowiadają Marzena i Wojciech  

Biegacz: Marzena Podmanicka 
Rozpoczęcie przygody z bieganiem: 2016 rok.
Debiut w zawodach: 11 listopada 2018 w Radomiu na 10km

Biegacz: Wojciech Podmanicki 
Rozpoczęcie przygody z bieganiem: 2016 rok.
Debiut w zawodach: 11 listopada 2018 w Radomiu na 10km

Jaki był początek waszej biegowej historii?

Wojtek: W rodzinie pierwszy ja zacząłem biegać, a zmotywowały mnie do tego moje obie panie czyli żona i córka. Po obejrzeniu się na zdjęciach z przyjęcia weselnego okazało się, że jestem za gruby. Źle prezentowałem się w koszuli. Żeby schudnąć postanowiłem pobiegać. Na pierwszy trening wyszedłem razem z córką i już tak zostało. Od 4 lat biegam regularnie. Z początku były to krótkie dystanse, ale za to biegałem codziennie. Spodobało mi się to i wciągnęło do tego stopnia, że gdy nie pobiegałem któregoś dnia to nogi same chodziły. Nie dało rady usiedzieć i wychodziło się pobiegać.

Marzena: Ja zaczęłam biegać pół roku po mężu. Po operacji okazało się, że nie mam w ogóle siły. Miałam problem, żeby wejść na drugie piętro po schodach. Poprosiłam mojego Malutkiego żeby mnie wziął ze sobą i się nie śmiał. Nie miałam wtedy kompletnie siły. Początki były ciężkie. Płakałam z bólu gdy przychodziłam z biegu. Wojtek musiał mnie nosić z windy do domu bo nie byłam w stanie dojść o własnych siłach. Jestem jednak uparta i się zawzięłam. Nogi smarowałam żelami i codziennie kręciłam po dwa kółeczka w parku Kościuszki. Wiadomo na początku z przerwami na chwile odpoczynku. Mijał dzień za dniem i było co raz lepiej. Nogi przestawały boleć. Wydolność wzrastała. Byłam już w stanie biegać moje dwa kółka bez stawania na odpoczynek. Był to dla mnie niesamowity sukces. Z powodu mojej pracy mogę biegać głównie wieczorami. Wojtek za to pracuje w systemie zmianowym więc mogłam oszukiwać jego i samą siebie, że bez niego nie wyjdę na trening. Jednak nogi już się tak wciągnęły. Psychika zaczęła działać i nie było przeproś. Czas pobiegać. Tak to się zaczęło i się człowiek wciągnął.  Z dnia na dzień coraz szybciej i dalej. Daliśmy rade jako staruszkowie, więc nie jest z nami tak najgorzej <śmiech>

Pamiętacie swój pierwszy pokonany dystans?

Wojtek: To było 3 kółka dookoła parku Kościuszki. Wtedy jeszcze nie wiedziałem jaki to był dystans. Teraz mamy trasę wymierzoną i jedno kółko ma równy kilometr. Zatem było to 3 km.

Marzena: Ja 2 kółka tylko wiadomo… Niestety było to z odpoczynkami. Po operacji było mi bardzo ciężko. W szkole byłam sprinterką i najdłuższy dystans jaki pokonywałam to 400m. Gdyby wtedy ktoś stwierdził, że będę biegać długie dystanse to bym odpowiedziała, że jest chory na głowę. Kupiła bym tej osobie bilet na końcowy siedemnastki (objaśnienie: końcowy linii autobusowej nr 17 znajduje się nieopodal szpitala psychiatrycznego w Radomiu). Jestem jednak zadowolona i dumna z tego, że udało mi się robić biegi długie.

Czy jest jakiś bieg, który szczególnie zapadł wam w pamięci?

Wojtek: Pierwszy na który się zapisałem, a właściwie zapisała nas córka. Był to Bieg Niepodległości 2018 w Radomiu. Biegaliśmy już 2,5 roku bez udziału w żadnych startach. Jest on dla mnie ważny, ponieważ ukończyłem go z kontuzją obu nóg. Do domu zostałem przyprowadzony przez przyszłego zięcia. Nie byłem w stanie iść na własnych nogach. Za szybko ruszyłem. W pewnym momencie biegu za mocno podkręciłem tempo i nogi stanęły. Zawziąłem się i powiedziałem sobie, że muszę ukończyć bieg aby nie było obciachu. Udało się skończyć z czasem 52 minuty.

Marzena: Dla mnie był to Półmaraton Radomskiego Czerwca 2019. Bałam się potwornie. Bardzo nie lubię biegać w upale. Szybko się wysuszam dlatego załatwiłam sobie kolegę, który woził mi wodę na rowerku. Bieg był wymagający. Kilka razy się zatrzymywałam i spacerowałam. Nie wstydzę się tego. Czas może nie rewelacyjny bo coś koło 2h 12 min, ale był to pierwszy półmaraton w moim życiu. Mam nadzieję, że nie ostatni tak więc będę się starać bo jest co poprawiać.

Wojtku wspomniałeś o kontuzji w swoim debiucie. Jak poważna była?

Wojtek: To było nadwyrężenie mięśni i naderwanie ścięgna. Miesiąc leczenia na rehabilitacji i specjalne ćwiczenia w domu. Nie wolno mi było biegać w tym okresie.

Bałeś się potem wrócić do biegania?

Wojtek: Ja to już chciałem biegać w trakcie leczenia <śmiech> Żona pilnowała mnie, żebym przypadkiem o dzień za wcześnie nie wyszedł biegać. Było tak, że żona biegała, a ja siedziałem w domu przy oknie i patrzyłem jak robi te kółeczka w koło parku. Pewnego dnia wpadłem na pomysł. Jakbym się po cichu ubrał i za nią pobiegł tak, żeby mnie nie widziała… Tylko gdyby mnie nakryła to strasznie by się na mnie wydarła <śmiech>

Podium na zawodach to chyba marzenie większości biegaczy. Czy udało wam się już jakieś zdobyć?

Marzena: Ja dostałam wyróżnienie. Minimalnie mi zabrakło do trzeciego miejsca w kategorii wiekowej podczas zawodów w Skaryszewie. Gdy zostałam wyczytana ucieszyłam się tak bardzo, że aż krzyczałam. Taka moja dzika radość <śmiech> Bardzo przyjemne uczucie. Wygrałam wtedy skuter elektryczny na weekend. Na pudło jeszcze czekam. Może gdy już wyjdę z kategorii wiekowej, w której są nasze koleżanki ze Street Run Radom to wtedy będę miała szanse. Ja w swojej kategorii, a one w swojej. Inaczej nie mam z nimi szans <śmiech>

Wojtek: Moje pudło to prezent niespodzianka. Dowiedziałem się o nim dopiero w domu od naszej koleżanki Magdy. Biegliśmy w Jedlińsku na 10km. Po biegu w sumie szybko wróciliśmy do domu, ponieważ musiałem iść do pracy. Nie czekałem na odczytanie wyników. Nie liczyłem na to, że uda się coś ugrać mimo, że czas miałem całkiem dobry. Potem dostałem wiadomość od Madzi na facebooku “Wojtek masz pudło, odebrałam w Twoim imieniu nagrodę”. Niespodzianka niesamowita bo w sumie wraca się do domu z pamiątkowym medalem, a poźniej się okazuje, że czeka jeszcze puchar i dyplom. Bardzo się ucieszyłem, ale gdybym był na miejscu podczas ceremonii to radość byłaby pewnie jeszcze większa. To było 3 miejsce w kategorii wiekowej.

Jak usłyszeliście o Street Run Radom? Co zadecydowało, że postanowiliście przyłączyć się do tej biegowej rodziny?

Wojtek: Córka za nas zadecydowała. Zarówno jeśli chodzi o dołączenie do grupy jak i start w pierwszych zawodach. Postawiła nas przed faktem dokonanym. Powiedziała, że tyle już biegamy więc trzeba coś z tym zrobić. W ten sposób zostaliśmy zapisani do grupy biegowej i na zawody. My osobiście nie rozglądaliśmy się za żadną grupą biegową. Jednak w tej sytuacji co mogliśmy zrobić? Decyzja zapadła i trzeba było iść.

Marzena: Córka wpadła na genialny pomysł, ponieważ jesteśmy bardzo zadowoleni z grupy. Każdy się wzajemnie motywuje i wspiera. Jest tu zdrowa atmosfera. Mi się to bardzo podoba. Wciągnęłam się na całe życie i jeden dzień dłużej.

Z tego co wiem biegacie regularnie. Ile razy w tygodniu trenujecie?

Wojtek: Nie biegamy według jakiegoś planu. Wszystko zależy od pracy. Staramy się biegać co drugi dzień. Pogoda nie ma dla nas większego znaczenia no chyba, że jest ulewa. Wtedy mało kto biega.

Marzena: Robimy sobie dzień przerwy na regenerację między treningami. Mamy ciężką pracę i nie można po prostu paść na pysk. Praca i bieganie bo muszę… Nie muszę! Biegniemy wtedy kiedy chcemy i jak mamy ochotę. To jest dla nas najważniejsze.

Na obecną chwilę najdłuższy dystans jaki pokonaliście to…

Marzena: 30km w Białobrzegach. Chcieliśmy się sprawdzić czy damy radę pobiec jakiś dłuższy dystans. Miało być z górki, a było cały czas pod górkę <śmiech>

Wojtek: Nie przygotowaliśmy się do tego jakoś specjalnie. Dwa dni wcześniej przebiegliśmy 10km a potem zwyczajnie “No to co… Ze 30 km teraz przebiegniemy.” Zajęło nam to 3h i 11min.

Jakie to uczucie pokonać taki dystans?

Marzena: Oj Rewelacyjne!

Wojtek: W sumie to wzięliśmy prysznic, wypiliśmy kawę. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Na drugi dzień normalnie do pracy i nikomu nic nie dolegało. Nogi nie bolały.

Jak reaguje wasza rodzina i bliscy gdy chodzi o waszą pasję czyli bieganie?

<śmiech>

Marzena: Że jesteśmy wariaty.

Wojtek: Mi sugerują, żebym lepiej posiedział na kanapie bo sobie krzywdę zrobię.

Marzena: Znamy na tyle już swój organizm, że wiemy kiedy możemy biegać, a kiedy nie. Swoje mówią, ale mimo to mamy ich wsparcie.

Swoimi treningami, zaangażowaniem i pozytywną energią motywujecie wielu biegaczy oraz wnosicie w nasze środowisko wiele ciepła. Co wpływa na wasze pozytywne postrzeganie świata?

Marzena: Bo my dwa wariaty jesteśmy pozytywnie zakręcone <śmiech>

Wojtek: My już tak mamy. Nie wiemy skąd. Trzeba by się już o to naszych rodziców zapytać <śmiech>

Nie samym bieganiem człowiek żyje. Czy macie jakieś inne hobby lub zainteresowania?

Wspólnie: GÓRY!!!

Wojtek: W Tatrach nie ma szczytu, na którym nie byliśmy. Jeździmy co roku. Krótszy lub dłuższy urlop ale zawsze w góry. Nad morzem byłem kiedyś, ale na piasku nie uleżałem i do domu <śmiech> 

Marzena: Bardzo przyjemne uczucie gdy na szlaku mija się młodych ludzi, którzy zieją i odpoczywają bo nie mają siły, a my mimo swojego wieku jednym tempem bez odpoczynku aż do samego szczytu. Wtedy jest taka dodatkowa satysfakcja z tego całego biegania. Kondycja jest dobra i to jest właśnie to. Jadąc w góry oczywiście też biegamy! Zanim jednak dojedziemy do celu to zwiedzamy zamki.

Wojtek: Bardzo lubimy zwiedzać zamki. Mamy ich już odhaczone chyba ponad 100. Droga do miejsca docelowego zajmuje nam czasami nawet 2 dni. Po drodze trzeba przecież pozwiedzać. Tak wygląda nasza podróż na wakacje. Od zamku do zamku, aż dojedziemy do zaplanowanego miejsca.

Jak bieganie wpływa na wasze życie?

Marzena: Dzięki bieganiu jestem naprawdę zadowolona z życia. Zdrowo się czuję i nieźle wyglądam. Nie jedna małolata chciałaby mieć taką figurę jak ja. Bardzo miło słyszeć pozytywne komentarze na temat swojej sylwetki. Jestem przeszczęśliwa i bardzo mocno kibicuję każdemu kto biega. Szczególnie tym co dopiero zaczynają ponieważ pamiętam ile mnie kosztowały moje początki.

Wojtek: Przede wszystkim zdrowie. Fakt, że możemy więcej niż przeciętne osoby w naszym wieku. Do tego dużo lepsze samopoczucie i odprężenie.

Gdybyście mogli wybrać dowolną osobę, która miałaby was poprowadzić na życiówkę to kto by to był?

Marzena: Ja wybrałabym mojego Malutkiego. On zna mnie najlepiej i wie jak działa moja psychika. Umie mnie zmotywować. Liczę, że kiedyś mnie weźmie i poprowadzi na 10km w 50 minut. Może się doczekam <śmiech>

Wojtek: Postaram się. Na jakiejś dyszce, ale nie na Kazikach. To chyba sam pobiegnę bo to fajny bieg jest. Może na jakiejś najbliższej dyszce po Kazikach coś wykręcimy wspólnie. Ja osobiście lubię biegać własnym tempem. Biegam nierówno i nie lubię jak ktoś mi wpada pod nogi lub wybija mnie z rytmu. Dlatego na zawodach biegam po tej stronie trasy gdzie jest mniej biegaczy. Taka osoba musiałaby biegać podobnie jak ja. Wtedy mógłbym się jej trzymać, ale nie mam nikogo konkretnego na myśli. 

Jakie są wasze biegowe plany na sezon 2020?

Wojtek: Na obecną chwilę pewni jesteśmy występu na biegu Tropem Wilczym i Kazikach, a co dalej to zobaczymy.

Marzena: U nas dużo zależy od Wojtka pracy. Staramy się planować na bieżąco. 

Macie w planach pokonanie królewskiego dystansu czyli maratonu (42km)?

Marzena: Chcemy to zrobić, ale musimy się do tego odpowiednio przygotować. Kiedy nam to wyjdzie? Nie wiemy.

Wojtek: Chyba wszyscy biegacze mają taki plan. Jak przebiegniemy to się pochwalimy <śmiech>

Czego byście życzyli sobie i pozostałym biegaczom w nowym sezonie startowym?

Wojtek: Jak najwięcej zwycięstw i stawania na pudle.

Marzena: Zero kontuzji. Bieganie jest tak pozytywne, że aż szkoda gdy ktoś musi pauzować przez urazy. No i oczywiście jak najwięcej stawania na pudle dla osób z naszej grupy. Musimy się motywować do działania i treningów. Nie ma lekko <śmiech>

Share This